Wczorajsza Druga Pińczowska Nocna Droga Krzyżowa była czymś więcej niż tylko marszem. To była noc walki – ze zmęczeniem, z własnymi słabościami, z ciszą, w której każdy zostawał sam ze swoimi myślami. Kilometry pokonywane w ciemności, chłód, ból nóg i pleców, a jednocześnie dziwny spokój w sercu, którego nie da się wytłumaczyć komuś, kto tego nie przeżył.
Szliśmy w milczeniu, każdy z własnymi intencjami, problemami, podziękowaniami. W nocy człowiek myśli inaczej. Inaczej patrzy na swoje życie, na ludzi, na Boga. Każda stacja była jak zatrzymanie się na chwilę i spojrzenie w głąb siebie. Bez pośpiechu, bez telefonów, bez rozmów – tylko droga, krzyż i własne myśli.
Ogromne wrażenie robiła liczba uczestników. Około 200 osób wyruszyło w tę nocną drogę. 200 historii, 200 intencji, 200 osób, które chciały na chwilę zatrzymać się w swoim życiu i przejść tę drogę nie tylko nogami, ale przede wszystkim sercem.
To pokazuje, że mimo zabiegania, pracy, problemów i codzienności, w ludziach wciąż jest potrzeba czegoś więcej. Potrzeba ciszy, sensu, modlitwy, zmęczenia, które ma znaczenie. Bo to nie była zwykła noc. To była noc refleksji, walki i wewnętrznego spokoju, który przychodzi dopiero wtedy, gdy człowiek naprawdę się zatrzyma.
Wracaliśmy zmęczeni. Bardzo zmęczeni.
Ale chyba każdy wrócił z czymś więcej niż tylko bolącymi nogami.
Wróciliśmy z ciszą w głowie i spokojem w sercu.








